Dziennik

Dawno dawno temu, kiedy nie było jeszcze smartfonów, a czas płynął zdecydowanie wolniej, kochałam książki. Mam z tego okresu jedno, bardzo przyjemne wspomnienie. 

Czytałam na potęgę i prowadziłam swój zeszyt lektur, wkładając w to całe swoje dziecięce serce. 

Ten pierwszy był w wąską linię, 16-kartkowy i niestety ślad po nim zaginął. Pieczołowicie zapisywałam w nim imię i nazwisko autora, tytuł, jakieś spostrzeżenie i rysowałam obrazek, który miał opowiedzieć historię z książki albo chociaż jakiś mały jej fragment.

Teraz również czytam na potęgę. Zmieniło się jednak to, że w natłoku innych zajęć nie miałam czasu (a nawet o tym nie pomyślałam), żeby robić notatki. Czasami uwieczniałam coś ważnego na małym skrawku papieru i wkładałam do kalendarza, ale te karteluszki też ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach.

Nic dziwnego, że coraz częściej tęskniłam za zeszytem z cytatami, spostrzeżeniami i streszczeniami.

***

dziennik książkożercy

Jak to mawiają mistrzowie pamięć jest nieubłagana. Nawet jeśli pokocham jakąś książkę, to po latach zostaje mi po niej jedynie mgliste wspomnienie i mnóstwo pytań. Fabuła i imiona bohaterów zacierają się, a różne historie zlewają się w jedną.

Uderzająca jest jeszcze jedna rzecz, z której zdałam sobie sprawę dopiero kilka lat temu. Nawet jeśli po raz kolejny sięgam po tę samą książkę, to nie jest to już ta sama książka. Zestaw i konfiguracja znaków na papierze są te same, ale ja jestem już inna. Inaczej czuję, jestem dojrzalsza, mam pakiet nowych doświadczeń w swoim życiu i inaczej potrafię patrzeć na wiele spraw.

To tylko potwierdza prawdę, o której od dawna mówią krytycy i teoretycy literatury. Książki są żywe i żyją razem z czytelnikiem. Wchodzą z nim w interakcje, pokazują różne swoje oblicza i dają się czytać na wiele różnych sposobów.

***

dziennik książkożercy

Złośliwi mawiają, że papier przyjmie wszystko. Ja powiem, że papier pamięta zawsze.

I właśnie dlatego postanowiłam wskrzesić u siebie i dodać do moich codziennych rytuałów pisanie książkowego pamiętniko-dziennika, którego forma powoli zarysowywała mi się w głowie.

***

Jestem oczarowana tym, jakim małym arcydziełem mogą stać się codzienne bullet journale. Nigdy nie zdobyłam się jednak na to, żeby wokół list małych rzeczy do zrobienia na co dzień malować serduszka, listki i inne esy-floresy. Ale ozdabianie marginesów w moim prywatnym dzienniku nieuleczalnego książkowego mola to już zupełnie inna sprawa.

I tak zaczęłam poszukiwania.

Szukałam, szukałam, i szukałam, ale niestety nie znalazłam notatnika ani zeszytu, który godzien byłby moich książkowych notatek (a raczej idealnie do nich pasował).

Ochota i upór były jednak tak wielkie, że sama postanowiłam stworzyć dziennik na miarę moich potrzeb i oczekiwań. Dokładnie taki, jaki widziałam w swojej głowie.

Tak powstał „Dziennik Książkożercy”.

zamów

Niemal w całości z pustymi kartami na notatki i tabelami, w których zmieszczą się wszystkie tytuły książek, które chcę przeczytać i które już mogę oznaczyć jako przeczytane.

Wydrukowany na kremowym papierze.

Z kolorową zakładką.

Z idealną okładką i zadrukowanym grzbietem, które jednoznacznie wskazują, co właśnie trzymam w rękach albo dumnie eksponuję na półce.

Chyba nie muszę dodawać, że robienie w nim notatek sprawia mi mnóstwo radości i satysfakcji i końcu przestałam mieć problem z zagubionymi karteczkami z cytatami i notatkami.

***

dziennik książkożercy

Jeśli Ciebie również oczarował ten dziennik napisz do mnie 🙂 Mam jeszcze kilka egzemplarzy, którymi chętnie się podzielę, bo już marzy mi się cała seria takich dzienników we wszystkich kolorach tęczy, które razem będą się prezentowały jak niepowtarzalna, moja osobista wydawnicza seria.

zamów

A propos, w start-upowym slangu pierwsze osoby, które zapalają się do nowego pomysłu nazywa się wczesnymi ewangelistami. Może chcesz stać się jednym z nich? Albo już nim jesteś? (A swoją drogą czy w słowniku języka polskiego jest już żeńska forma tego rzeczownika?;))

Dziennik książkożercy

Co dokładnie znajdziesz w dzienniku książkożercy?

Podstawowe parametry:

  • format B5
  • twarda lakierowana oprawa
  • minimalistyczna okładka w świeżym, miętowym kolorze
  • nazwa dziennika nadrukowana jest na grzbiecie (po europejsku – od dołu do góry)
  • 253 strony
  • przyjemny, spulchniony papier w kremowym kolorze, po którym dobrze pisze się długopisem, kolorowym cienkopisem, a nawet zaznacza fragmenty markerem i nic nie przebija na drugą stronę
  • kolorowa zakładka

W środku znajdziesz:

  • stronę tytułową
  • 4-stronicowy spis treści
  • 12 niedatowanych kart miesięcznych
  • 5-stronicową tabelę „Przeczytane książki”, w której zmieści się 140 przeczytanych tytułów
  • 7-stronicą tabelę „Poczekalnia książkowa”, w której zmieści się aż 300 tytułów, które masz zamiar przeczytać
  • 9-stronicowa lista z laureatami najważniejszych nagród literackich do 2020 roku (Literackie Nagrody Nobla, Nagrody Pulitzera, The Man Booker Prize For Fiction, The Man Booker International Prize, Nagrody Literackie Nike)
  • 216 stron w kropki, które wypełnisz jak tylko sobie zamarzysz – notatkami, cytatami, streszczeniami, mapami myśli albo rysunkami

I tradycyjnie jak to w pierwszym wydaniu zdarzyły się lapsusy, które już nie powtórzą się na pewno w kolejnych wydaniach 😉 Odwrócona jest numeracja stron – strony nieparzyste są po lewej stronie, a parzyste po prawej ;););) Drukarski psikus, który tylko dodaje temu dziennikowi oryginalności, bo nie ośmielę się napisać, że ekscentryczności.

Dziennik książkożercy

Zalety dziennika:

  • W znacznym stopniu poskromił moje zbierackie zapędy. Kupuję mniej książek, chętniej odwiedzam biblioteki, czytam wydania elektroniczne i pożyczam książki (nie wierzę, że to piszę ;)) a to, o czym chcę pamiętać po prostu zapisuję
  • Perfekcyjnie nadaje się do robienia notatek z książek teoretycznych i wszelkiego typu map myśli, które mają ująć to, co najważniejsze w książce
  • Pamięta za mnie fabuły książek i nawet kiedy nie pamiętam już dokładnie o czym były, to wystarczy, że zajrzę na konkretną stronę i już wiem, co odpowiedzieć, kiedy ktoś zapyta mnie, co warto przeczytać i dlaczego
  • Rozwija kreatywność, a samo prowadzenie dziennika może być wspaniałym, relaksującym rytuałem. Nigdy nie przekonałam się do antystresowych kolorowanek dla dorosłych i tak modnych ostatnio BuJo, ale w tym dzienniku mogę z powodzeniem przetestować wszystkie ich zalety
  • Wreszcie skończył się problem znikających karteczek z notatkami i cytatami, bo to, co dla mnie ważne mogę tu wpisać albo przykleić
  • Wspaniale się prezentuje, a już wiele osób pytało mnie co to jest i gdzie takie cacko dostałam.

Też chcesz przygarnąć taki dziennik? Pisz, na pewno coś da się wymyślić 🙂

zamów

A jeśli z przyjemnością czytasz ten tekst, to zapraszam również na mój blog – może spodobają Ci się moje inne teksty i książkowe cykle, których trochę już stworzyłam 🙂

Bałtyk

P. S.

Ponoć najlepsze pomysły miewamy o wschodzie słońca. Okazuje się, że również zdjęcia robione o tej porze dnia mają w sobie coś magicznego. Dziennik doczekał się swojej pierwszej sesji właśnie o wschodzie słońca, na kołobrzeskiej plaży, z bajecznie falującym morzem w roli wspaniałego tła.